Kamienica słynna z trzech powodów: nocował tu Witkacy

Jerzy S. Majewski 2012-01-22
  • Placyk przy Brackiej przed domem Braci Jabłkowskich. Z lewej widać kamienicę pod numerem 23 WARSZAWA NA STAREJ FOTOGRAFII, WARSZAWA 1960

Z trzech powodów kamienica przy Brackiej 23 przeszła do dziejów Warszawy. Tutaj krzepła firma Braci Jabłkowskich, tu handlowano najsłynniejszą przed wojną herbatą z Kopernikiem, tu wreszcie mieszkała żona Witkacego Jadwiga z Unrugów. W cyklu Warszawa nieodbudowana - Bracka 23

Jej małżeństwo z Witkacym nie było szczęśliwe ani udane. „Przed ślubem Witkacy obiecywał żonie »życie urozmaicić « i słowa dotrzymał, choć gdyby panna Unrużanka wiedziała, jak to będzie wyglądało, zapewne w ogóle nie zdecydowałaby się na małżeństwo. (...) Do pierwszego poważnego kryzysu małżeńskiego doszło już dwa tygodnie po ślubie. Podczas kolacji ze znajomymi Jadwiga okazała zbyt duże zainteresowanie Zamoyskim, co wzbudziło zazdrość Stanisława. Upił się i pod wpływem alkoholu napisał do żony (śpiącej w sąsiednim pokoju!) długi list, demaskując swoje kompleksy. Był zazdrosny o rzeźbiarza nie tyle jako o mężczyznę, ale przede wszystkim o jego arystokratyczne pochodzenie” - pisze Sławomir Koper w niedawno wydanej książce „Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej”.

Dodajmy, że sama Jadwiga von Unrug ze strony ojca wywodziła się z dobrego domu o tradycjach arystokratycznych, choć mocno już zbiedniałego. Jej matka z kolei pochodziła z rodziny Kossaków. Rozwiedziona z mężem, gdy Jadwiga miała zaledwie kilka lat, mieszkała z córkami w Warszawie i przy Brackiej 23 prowadziła pensję.

Interes architekta

Budynek przy Brackiej 23 powstał w latach 1881-82, a jego projektantem był architekt Bronisław Brodzic Żochowski, który w tym samym czasie po drugiej stronie ulicy wzniósł w głębi podwórka pałac Belina-Brzozowskich. Kamienica była domem własnym architekta, który tu mieszkał i miał pracownię aż do śmierci w 1911 r. Żochowski pozostawił po sobie kilkadziesiąt budowli w całym Królestwie Kongresowym. Architekturę studiował w Monachium i dało się to wyczuć w jego realizacjach. Kamienica jak na lata 80. XIX wieku należała do okazałych i nowoczesnych. Była trzypiętrowa, zwieńczona rzędem lukarn dodanych zapewne później. Na parterze mieścił się rząd ośmiu wielkich witryn sklepów, wyżej zaś ścianę ożywiały bogate, sztukateryjne obramienia okien. Całość w duchu eklektyzmu łączyła różne wątki sztuki nowożytnej. Za budynkiem frontowym znalazły się oficyny, których część przetrwała do dziś.

Przypuszczalnie początkiem największego interesu w życiu Żochowskiego było wynajęcie w 1900 r. dużego sklepu szybko rozwijającej się firmie braci Jabłkowskich. To stąd 14 lat później przenieśli się do własnego, pierwszego w Warszawie domu towarowego wzniesionego na sąsiedniej działce przy Brackiej 25.

Początkiem firmy był maleńki sklepik z galanterią gnieżdżący się w oficynie domu przy ul. Widok. Powstał w 1884 r., a prowadziła go Aniela Jabłkowska. Już w 1888 r. jej jednoosobowe przedsiębiorstwo zostało przekształcone w spółkę Bracia Jabłkowscy. Firma rozrastała się i po przeniesieniu w 1900 r. na Bracką 23 powoli zajmowała kolejne pomieszczenia. Początkowo wynajęto lokal na parterze o trzech wielkich oknach wystawowych. Przed 1913 r. zajmowała już trzy kondygnacje budynku, stając się domem towarowym. Na parterze miała wtedy aż osiem wielkich witryn. Firma zajmowała też część oficyn, w których znalazły się pomieszczenia biurowe i pracownie.

Rzecz jasna kamienica nie mogła zaspokajać ambicji handlowych właścicieli firmy. Na drukach reklamowych podrasowana nieco fasada sprawiała wrażenie wielkomiejskiego domu towarowego, ale tak naprawdę nim nie była. Dopiero tuż przed wybuchem I wojny światowej wyprowadziła się z kamienicy do własnego, nowoczesnego budynku. "Obroty w pierwszych latach XX wieku rosły w tempie od 20 do 50 procent w skali rocznej, a tylko wyjątkowo 10 procent. Według danych przedstawia się to tak, że w dziesięcioleciu 1904-1913 obroty podniosły się ze 100 tysięcy rubli do około 500 tysięcy" - pisał Feliks Jankowski w książce "Romans ekonomiczny".

W roku 1914 po wyprowadzce Braci Jabłkowskich kamienica przy Brackiej 23 opustoszała. Wkrótce wybuchła wojna i właściciele przez wiele miesięcy mieli problemy ze znalezieniem nowych najemców. Z czasem na piętra wróciły biura i mieszkania. Na parter zaś sklepy.

Herbata z Kopernikiem

W latach 30. XX wieku w kamienicy mieściły się biura i jeden ze sklepów Warszawskiego Towarzystwa Handlu Herbatą A. Długokęcki i W. Wrześniewski. Była to jedna z niezbyt licznych firm polskich, które jeszcze przed I wojną światową przełamywały monopol kupców rosyjskich na handel herbatą. W latach międzywojennych stała się już potentatem. Obok sklepu przy Brackiej 23 w 1939 r. miała też inne: przy Krakowskim Przedmieściu 5, Moniuszki 3 i Mickiewicza 25 na Żoliborzu.

Zdaniem Kordiana Tarasiewicza, ostatniego właściciela palarni i sklepów z kawą Pluton, do najstarszych polskich firm handlujących herbatą należała ta założona w 1843 r. przez Leona Krupeckiego. „Jej znakiem firmowym była postać włościanina niosącego głowę cukru, później znak ten zastąpiono warszawskim pomnikiem Kopernika, który przejęło tuż przed wybuchem I wojny światowej powstałe Towarzystwo Handlu Herbatą W. Długokęcki i W. Wrześniewski. Bardzo popularna stała się jego herbata z »Kopernikiem «„ - wspominał Kordian Tarasiewicz.

Burzliwe dzieje małżeństwa

Jadwiga z Unrugów Witkiewiczowa na Bracką wróciła w 1927 r., uciekając od Witkacego z Zakopanego. Ich małżeństwo w tym czasie było już w rozsypce. Jak pisze Stanisław Koper, niemal przez dwa lata pozostawali w separacji. Jadwiga odmawiała przyjazdu do Zakopanego, nie zgadzała się też na noclegi swego męża na Brackiej.

Mimo to utrzymywali dość ścisłe kontakty. On pisał do niej dramatyczne listy - na zmianę pełne bólu, żalu, tęsknoty, złości, gróźb i pretensji. Ona prowadziła jego sprawy finansowe w Warszawie, przepisywała i poprawiała jego rękopisy i dokonywała korekty felietonów. On przesyłał jej miesięcznie 200 zł, które zarabiał głównie seryjnym malowaniem portretów.

W roku 1929 po długich pertraktacjach osiągnęli porozumienie. „Witkacy stwierdził, że słowa takie jak konkubina, garsoniera, zdrada, kobiety i inne muszą być wykluczone z rozmów i musi mieć prawo »chodzić, gdzie chce, z kim chce «. I nie może być w przykry sposób inwigilowany. (...) W zamian gwarantował »brak przykrości « podczas pobytów Jadwigi w Zakopanym. (...) Ostatecznie Stanisław krótko przebywał u Jadwigi w Warszawie, a niebawem żona przyjechała na dłużej do Zakopanego” - relacjonował Koper. Na Brackiej aż do 1939 r. Witkacy miał nawet własną pracownię.

Porozumienie zaczęło się ponownie sypać jeszcze w 1929 r., gdy Witkacy poznał młodszą od siebie o 17 lat Czesławę Oknińską, która szybko stała się jego najważniejszą muzą.

Jadwiga nie potrafiła tolerować związku tak bliskiego emocjonalnie Witkacemu i wróciła spod Tatr na Bracką. Odtąd spotykali się rzadko. On przyjeżdżał na Bracką, ona wpadała do Zakopanego. Jej wyjazdy stały się jeszcze rzadsze, gdy podjęła pracę w Głównym Urzędzie Statystycznym. Zresztą pani Jadwiga też nie stroniła od romansów. Jej kochankami byli m.in. dyplomata Jan Michałowski czy książę Franciszek Radziwiłł, którego Witkacy nie znosił wyjątkowo.

Jadwiga od Witkacego (i Witkacy od Jadwigi) wielokrotnie żądała rozwodu. Nigdy jednak do niego nie doszło. "To dziwne małżeństwo przetrwało aż do śmierci Stanisława. Czasami wspólnie wyjeżdżali, odwiedzili przyjaciół na Wileńszczyźnie, spędzili razem kilka dni w Jastarni. (...) Po wybuchu wojny Witkacy dokonał jednak ostatecznego wyboru. Nie wyjechał ze stolicy razem z Jadwigą (ewakuowaną z pracownikami GUS-u), postanowił uciec na wschód z Czesławą Oknińską. I ją też wybrał na towarzyszkę swej ostatniej drogi. 18 września 1939 r. na wiadomość o sowieckiej inwazji w Jeziorach na Polesiu oboje usiłowali popełnić samobójstwo. Witkacemu to się udało. Czesława przeżyła" - pisze Sławomir Koper.

Jadwiga wróciła do Warszawy, ale straciła dom. Spłonął w czasie oblężenia stolicy we wrześniu 1939 r. Udało się jej jednak ocalić część rękopisów męża, które zakopała na początku wojny w skrzyni w piwnicy domu przy Brackiej, resztę zaś oddała na przechowanie znajomym.

Dziś z kamienicy przetrwały jedynie oficyny. Tam, gdzie stało skrzydło frontowe, znajduje się mały placyk przylegający do ściany szczytowej Domu Towarowego Braci Jabłkowskich, przebiega też przebita po wojnie jezdnia ulicy Kruczej.

Podziel się: Facebook