Strona główna > 

Zobacz jak piękna była przed wojną ul. Piękna

Jerzy S. Majewski

2012-02-05

Warszawa nieodbudowana. Zapomnianą lokatorką pałacowej kamienicy Tarnowskich była hrabina Julianowa z Tyszkiewiczów Ostrowska. Prowadziła salon, a w jej mieszkaniu utytułowani goście zbierali się na fajfach. ul. Piękna 4, przejściowo Piusa XI

Postój ryksz przed pałacem Poznańskich około 1940 r. W głębi ostatni budynek to kamienica pod adresem Piękna 4.
+ więcej zdjęć

Zanim kamienica stała się własnością hr. Gustawa Tarnowskiego, należała do rosyjskiego dyrektora Banku Polskiego Aleksandra Krauzego. To on w 1865 r. zbudował willę przy Pięknej 6 na terenie rozparcelowanego ogrodu. Willę otoczył mały ogródek, a projektantem budynku był Julian Ankiewicz. Wkrótce, już w latach 70. XIX wieku, Krauze rozparcelował resztę ogrodu od strony narożnika Wiejskiej z Piękną i Instytutową (czyli dzisiejszą Matejki). Wyciął też drzewa i zbudował w ich miejscu trzy kamienice. Jedną u zbiegu z Instytutową, dwie inne - wzdłuż Pięknej. Kamienice powstały w celach spekulacyjnych i od razu były przeznaczone na sprzedaż. Tak trafiły w ręce jednego z najbogatszych rodów arystokratycznych ówczesnej Polski.

Kamienica przy Pięknej 4 miała dwa piętra i elewację zwróconą także w kierunku willi Krauzego. Jej narożnik został od tej strony zaakcentowany belwederkiem. Podobnych budynków z oknami zwróconymi ku zieleni, pozbawionych mrocznych podwórek studni, bardzo luksusowych było w ówczesnej Warszawie niewiele.

Wnuczka Delfiny

Jeden z apartamentów w kamienicy przez wiele lat zajmowała nieco ekscentryczna hrabina z Tyszkiewiczów Julianowa Ostrowska. Była już w dość zaawansowanym wieku, gdy w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości poznał ją pianista Roman Jasiński.

"Mimo powykręcanych artretyzmem palców brała u Julka Wertheima lekcje fortepianu, traktując je z całą powagą i systematycznością. Granie było zresztą dość fantazyjne, podobnie zresztą jak sama hrabina. Wysoka, chuda, ze śladami niewątpliwej piękności, z opadającą powieką, którą stale musiała podnosić charakterystycznym ruchem ręki i palca, nadzwyczaj uprzejma i dystyngowana, cedząca często francuszczyzną szpikowane, wyrazy, była typem wielkiej damy, jakich już wówczas mało się spotykało" - pisał Jasiński w książce "Zmierzch starego świata". Hrabina lubiła powtarzać, że była wnuczką słynnej piękności i muzy Fryderyka Chopina Delfiny Potockiej. Stąd też uwielbiała grać Chopina. Efekty jej gry były jednak zdaniem Jasińskiego równie dziwaczne jak archaiczne maniery i staroświeckie stroje hrabiny.

Portret w darze

Jej apartament przypominał wnętrze pałacu. Był wypełniony starymi meblami, ciężkimi tkaninami i całą masą obrazów. Właścicielka zebrała imponującą kolekcję obrazów polskich malarzy XIX w. Ściany obszernego przedpokoju prawie w całości zajmowały płótna Piotra Michałowskiego, którego hrabina nieodmiennie nazywała swoim kuzynem.

Hrabina była przy tym zdaniem Jasińskiego damą z gestem. Któregoś razu jej kolekcją zachwycił się jego przyjaciel Wiktor (Tunio) Kurman. "Tunio był wszystkim zachwycony, a szczególnie wpadło mu w oko pięknie bardzo wykończone studium portretowe Wyczółkowskiego pochodzące z wczesnej epoki jego malarstwa. Był to obraz dość dużych rozmiarów wyobrażający łagodnie pochyloną, ciemno ubraną kobietę. Utrzymany w ciemnej tonacji uderzał zarówno wyjątkowym wdziękiem układu postaci, jak i urokiem twarzyczki pięknej modelki. Oprawiony był pysznie w ciemne, grube, złote ramy. Tunio poświęcił sporo czasu omawianiu zalet tego obrazu. Przypatrywał mu się z bliska, potem z daleka, cmokał i wychwalał pod niebiosa. Jakież było jego zdumienie, gdy na drugi dzień przyniesiono mu ów obraz do domu wraz z listem hrabiny, która wzruszona prosiła o przyjęcie skromnego prezentu" - wspominał pianista i dodawał, że ów gest być może wynikał z tego, iż ojciec Tunia był kiedyś radcą prawnym arystokratki.

Hrabia Pruszyński gra Bacha

Hrabina ok. 1920 r. prowadziła u siebie salon, który odwiedzało wielu ziemian i arystokratów. Jednym z gości bywał Bronisław Jackowski, właściciel majątku Promna koło Białobrzegów nad Pilicą. W Warszawie mieszkał na rogu al. Szucha i Litewskiej i znany był z tego, że urządzał u siebie wytworne przyjęcia.

Tymczasem hrabina zapraszała do siebie na muzyczne "fajfy", czyli popołudniowe spotkania odbywające się zwykle o godz. 17. "Fajfy dały mi z jednej strony okazję do poznania sporej liczby ludzi z najlepszego towarzystwa, lecz jednocześnie zmuszały do popisywania się grą na fortepianie, czego nie znosiłem. Szczególnie utkwił mi w pamięci spotkany właśnie u hrabiny Ostrowskiej pewien oryginał - starawy już, z sumiastym wąsem hrabia Pruszyński. W salonie opowiadano o nim dziwy jako pianiście wirtuozie, sam zresztą nadawał sobie tony bardzo górne, i kiedy była mowa o muzyce, zazwyczaj wszystko krytykował" - relacjonował Jasiński. Jak pisał, hrabia Pruszyński sam uważał się za wielkiego specjalistę i czołowego wykonawcę Bacha. Mało kto słyszał jednak jego grę. Ze spotkania na spotkanie proszono go o koncert, ale ten zawsze odmawiał.

„Aż wreszcie dzień ów nadszedł, gdy pan hrabia raczył zasiąść przy fortepianie i wykonać parę utworów Bacha. Nie spodziewałem się wprawdzie niczego dobrego, lecz muszę przyznać, że rzeczywistość przeszła wszystkie me podejrzenia. To, co wyprawiał wówczas pan hrabia na fortepianie, graniczyło z grubą groteską. Machał przy tym rękami, sapał i stękał, tocząc wokoło oczami, jak gdyby mówiąc do wszystkich zebranych: »Oto gram, raczę grać, a wy czujcie się szczęśliwi, że macie okazję usłyszenia la ve'ritable manie're de juer Bach «. Nie przesadzę, jeśli powiem, że ubawiłem się wtedy jak nigdy. Najzabawniejsze, że zebrane towarzystwo, nie bardzo się orientując w tych wyczynach pianistycznych pana hrabiego, przyjmowało jego popisy z aplauzem. Ja z czystym sumieniem mogłem oświadczyć, że nigdy czegoś podobnego nie słyszałem” - stwierdził Jasiński.

Zaginiony autograf

Wspominał też o prawdziwym białym kruku w zbiorach hr. Julianowej z Tyszkiewiczów Ostrowskiej. Pokazała mu go w wielkim zaufaniu, gdy w jej mieszkaniu nie było żadnego z gości. W czerwonej, safianowej teczce znajdował się autograf Ballady As-dur Chopina. "Owo wydarzenie miało swój dalszy ciąg. Po wielu latach, gdy Józef Turczyński opracowujący wówczas z Paderewskim nowe wydanie dzieł Chopina zwierzył mi się kiedyś, że poszukuje rękopisu Ballady As-dur, mogłem mu od razu udzielić informacji, gdzie się ów autograf znajduje. Wówczas stara hrabina już nie żyła, a ballada znajdowała się w rezydencji jej syna hrabiego Jana w Ujeździe. Turczyński bez trudu uzyskał autograf do wglądu, lecz opisał po latach całe to wydarzenie bardzo nieściśle" - czytamy w "Zmierzchu starego świata".

Dodajmy jeszcze, że Turczyński wykonał fotografie rękopisu. Niestety, oryginał zaginął wraz ze zbiorami Jana Ostrowskiego w czasie II wojny światowej.

Hiszpańska poetka

Wtedy w czasie okupacji niemieckiej mieszkanką kamienicy była inna niezwykła kobieta. Wówczas już 80-letnia Sofia Perez Eguia y Casanowa Lutosławska. To hiszpańska poetka, prozaiczka i działaczka feministyczna. W latach 30. wymieniano ją nawet jako kandydatkę do Pokojowej Nagrody Nobla. W Polsce mieszkała od 1887 r., kiedy to wyszła za mąż za Wincentego Lutosławskiego, profesora filozofii, poliglotę, dziennikarza, mesjanistę i działacza narodowego, autora m.in. ekspertyz opracowywanych dla delegacji polskiej podczas przygotowywania traktatu wersalskiego. Mimo zamieszkania w Polsce Sofia często jeździła do Hiszpanii i pisywała tam regularnie do prasy. Miała z Lutosławskim cztery córki. Małżeństwo jednak się rozpadło. Lutosławski rozwiódł się z nią i pomimo nadal ważnego ślubu kościelnego z Sofią w 1913 r. ponownie ożenił się z Wandą Paszyńską. W tamtych latach było to skandalem, a towarzystwo do walki z alkoholizmem i rozpustą Eleusius, które sam zakładał, zerwało z nim wszelkie kontakty. Mimo rozwodu Sofia Lutosławska nie opuściła Polski i pozostała tu aż do śmierci w 1958 r.

W kamienicy przy ul. Piusa XI - jak przed wojną nazwano Piękną - mieszkała prawdopodobnie do 1944 r. Podczas Powstania Warszawskiego budynek spłonął. Po wojnie już go nie odbudowano. Dziś w tym miejscu znajduje się skwer tuż obok ambasady Kanady. Niestety, kilka lat temu miasto zwróciło go spadkobiercom przedwojennych właścicieli i dziś los drzew, które tu wyrosły po wojnie, nie jest pewny. Dodatkowo miejsce to szpeci koszmarny billboard ustawiony kilkadziesiąt metrów od Sejmu na wprost ambasady francuskiej.

Zobacz więcej na temat:

Warszawa nieodbudowana | Śródmieście
Udostępnij link: Facebook

Najnowsze wiadomości