Szkoły za drogie. Ale na dzieciach nie wolno oszczędzać
2012-02-10
Kiedy kryzysu nie było, nikt specjalnie nie zastanawiał się nad tym, że oświata w Warszawie kosztuje bardzo dużo - mówi Marek Lipiński, zastępca burmistrza Bielan. - Było z czego dokładać. Teraz jest mniej pieniędzy, także na szkoły. Na dzieciach, na ich edukacji nie wolno oszczędzać - odpowiada Piotr Żylonis z Rady Rodziców Gimnazjum nr 71, którzy bronią szkoły przed przeprowadzką.
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
9 stycznia, ul. Arkuszowa. Marsz protestacyjny przeciwko likwidacji szkoly nr 79 przez dzielnicę Bielany
+ więcej zdjęć
Władze Warszawy decydują o likwidacji, przeprowadzce i łączeniu szkół. Rada Warszawy podjęła decyzje w sprawie kilkunastu placówek ponad tydzień temu. Głośno protestowali rodzice i opozycja. Najostrzej sprzeciwiają się decyzjom urzędników i radnych rodzice uczniów z Bielan, gdzie postanowiono wygasić liceum, przenieść gimnazjum i zamienić szkołę podstawową na peryferiach miasta w filię innej szkoły. To nie koniec zmian, wkrótce radni przesądzą o losie kolejnych placówek, m.in. na Mokotowie.
Szkoła to nie tylko średnia z egzaminu
Małgorzata Zubik: Dlaczego walczycie o szkołę? Przecież nie zniknie, będzie tylko w innym budynku.
Piotr Żylonis, przewodniczący Rady Rodziców Gimnazjum nr 71 przy ul. Perzyńskiego: Może to zabrzmi górnolotnie, może dla kogoś śmiesznie, ale ta szkoła jest jak jedna wielka rodzina. I ma w tym swoją zasługę ten konkretny budynek. Moje dziecko ma np. gimnazjum minutę od domu, ale to moloch. Wybraliśmy szkołę przy ul. Perzyńskiego, bo jest kameralna. Wszyscy znają się tam po nazwisku.
Urzędnicy mówią, że szkoła umiera, tak jak likwidowane liceum na Wrzecionie. Pięć lat temu było tu 20 klas, a teraz tylko 11. Mówią, że egzamin źle wypada, że słowo „Perzyńskiego” to na Bielanach synonim kiepskiej szkoły.
- Ale atmosfery szkoły nie da się zmierzyć tylko średnią z egzaminu. Nie jest może najlepsza, to fakt. Ale czy kogoś interesuje, że nasze gimnazjum przyjmuje dzieci trudne, z problemami, które trafiłyby do szkół specjalnych? I że jest szkołą sukcesu, jeśli chodzi o Edukacyjną Wartość Dodaną? To niezależne badanie, które sprawdza efektywność nauczania, porównuje, z czym uczeń przyszedł do pierwszej klasy i z czym wychodzi na koniec gimnazjum. Są u nas uczniowie, którzy trafiają do dobrych liceów. Do tego na ul. Zuga, z którym chcą nas połączyć, w ciągu ostatnich dwóch lat wybrało się zaledwie siedmiu. Dla nas ważne jest też to, że dzieci są bezpieczne, że nie ma mowy o narkotykach, alkoholu. To dzięki temu, że uczy się tu 280 uczniów, a nie 800. A jak połączą szkołę z liceum, to będzie ponad 600 uczniów. Po przenosinach to gimnazjum będzie skazane na wymarcie, bo już teraz rodzice zastanawiają się, czy nie przenosić dzieci do innych szkół. Nie chcą ich posyłać na Zuga.
Co ma jednak zrobić burmistrz, któremu brakuje pieniędzy na oświatę?
- Na dzieciach, na ich edukacji nie wolno oszczędzać - to pierwsza sprawa. Czy nie warto przemęczyć się przez te kilka lat niżu demograficznego i ponieść może wyższe niż w innych szkołach koszty, ale z pożytkiem dla uczniów? Teraz klasy są mało liczne - to dobrze. Dzięki temu łatwiej dotrzeć do uczniów. A że jest mniej oddziałów niż sal, można dzielić klasy. Np. dzieci uczą się języków obcych w grupach bardziej i mniej zaawansowanych. Przecież to wielka korzyść dla naszych dzieci.
Burmistrz patrzy na rubryki w budżecie. Ma dziurę w wydatkach na oświatę. Coś musi zrobić. Mają państwo na to pomysł?
- Pieniądze da się znaleźć, tylko potrzeba trochę czasu. Gdy zdecydowano o przenosinach gimnazjum, natychmiast zebrali się nauczyciele, dyrekcja i my, rodzice. Znalazłem szkołę niepubliczną, która chętnie urządziłaby u nas swoją filię. Zapłaciłaby za wynajem całego piętra. Skontaktowałem ją z burmistrzem.
I ta prywatna szkoła proponowała stawkę symboliczną, która niczego nie załatwia.
- Jeśli w ciągu trzech dni znalazłem jednego chętnego, to gdyby dzielnica dała nam więcej czasu i pomogła, na pewno znaleźlibyśmy korzystniejszą ofertę.
Nie mogliście wcześniej tym się zająć? Dlaczego ta mobilizacja, plan oszczędności, szukanie pieniędzy zaczyna się dopiero teraz?
- Mówi się, że mamy się przenieść, bo jest niż. Ale mamy trzy klasy pierwsze, czyli są chętni. O niżu w gimnazjach i w liceach słyszymy od dawna, wiemy, że jest wszędzie, ale nasza sytuacja nie wydawała nam się szczególna. Mamy tylko o jedną klasę mniej niż przed rokiem. Absolutnie nie mieliśmy świadomości, że nasza szkoła jest zagrożona.
Burmistrz zarzuca państwu, że jesteście przywiązani do budynku. Że przecież szkoły się nie likwiduje, macie się tylko przeprowadzić. Gimnazjum nr 71 zostanie. Zależy wam tylko na budynku?
- Owszem, jesteśmy przywiązani do tego miejsca, do tego budynku. Przecież w ciągu ostatnich kilku lat dzielnica inwestowała w szkołę. Wydała ok. 600 tys. zł. To dlaczego mamy się wyprowadzić? Przecież to pieniądze z naszych podatków. Szkoła jest położona obok parku, w pobliżu jest "orlik". Na ul. Zuga trzeba będzie dzieci dowozić. Jednak nie protestujemy na zasadzie "nie, bo nie". Rozumiemy, że zmiany są potrzebne, ale dlaczego nikt nie bierze pod uwagę naszej propozycji?
Jakiej?
- Takiej, żeby to liceum przenieść do nas. Licealiści to już prawie dorośli i dorośli ludzie. Łatwiej im będzie dojechać.
Zaraz będzie protest licealistów. Usłyszymy, że nie chcą się przenosić, że w ich szkołę też zainwestowano kilkaset tysięcy złotych.
- Niech zwycięży rozsądek. W naszej szkole są dwa wejścia, bezkolizyjnie mogą więc działać dwie szkoły. W pracowniach chemicznych mamy instalację gazową, a to się prawie nie zdarza. Nasz budynek nie jest zabytkiem, jak liceum, którego remonty są droższe, bo czuwa nad wszystkim konserwator. W naszej szkole mamy 23 pełnowymiarowe sale, w liceum jest ich 14. Czy to nie są argumenty, których warto wysłuchać, zastanowić się nad nimi wspólnie?
1
2
3
następne »
Szkoła to nie tylko średnia z egzaminu
Małgorzata Zubik: Dlaczego walczycie o szkołę? Przecież nie zniknie, będzie tylko w innym budynku.
Piotr Żylonis, przewodniczący Rady Rodziców Gimnazjum nr 71 przy ul. Perzyńskiego: Może to zabrzmi górnolotnie, może dla kogoś śmiesznie, ale ta szkoła jest jak jedna wielka rodzina. I ma w tym swoją zasługę ten konkretny budynek. Moje dziecko ma np. gimnazjum minutę od domu, ale to moloch. Wybraliśmy szkołę przy ul. Perzyńskiego, bo jest kameralna. Wszyscy znają się tam po nazwisku.
Urzędnicy mówią, że szkoła umiera, tak jak likwidowane liceum na Wrzecionie. Pięć lat temu było tu 20 klas, a teraz tylko 11. Mówią, że egzamin źle wypada, że słowo „Perzyńskiego” to na Bielanach synonim kiepskiej szkoły.
- Ale atmosfery szkoły nie da się zmierzyć tylko średnią z egzaminu. Nie jest może najlepsza, to fakt. Ale czy kogoś interesuje, że nasze gimnazjum przyjmuje dzieci trudne, z problemami, które trafiłyby do szkół specjalnych? I że jest szkołą sukcesu, jeśli chodzi o Edukacyjną Wartość Dodaną? To niezależne badanie, które sprawdza efektywność nauczania, porównuje, z czym uczeń przyszedł do pierwszej klasy i z czym wychodzi na koniec gimnazjum. Są u nas uczniowie, którzy trafiają do dobrych liceów. Do tego na ul. Zuga, z którym chcą nas połączyć, w ciągu ostatnich dwóch lat wybrało się zaledwie siedmiu. Dla nas ważne jest też to, że dzieci są bezpieczne, że nie ma mowy o narkotykach, alkoholu. To dzięki temu, że uczy się tu 280 uczniów, a nie 800. A jak połączą szkołę z liceum, to będzie ponad 600 uczniów. Po przenosinach to gimnazjum będzie skazane na wymarcie, bo już teraz rodzice zastanawiają się, czy nie przenosić dzieci do innych szkół. Nie chcą ich posyłać na Zuga.
Co ma jednak zrobić burmistrz, któremu brakuje pieniędzy na oświatę?
- Na dzieciach, na ich edukacji nie wolno oszczędzać - to pierwsza sprawa. Czy nie warto przemęczyć się przez te kilka lat niżu demograficznego i ponieść może wyższe niż w innych szkołach koszty, ale z pożytkiem dla uczniów? Teraz klasy są mało liczne - to dobrze. Dzięki temu łatwiej dotrzeć do uczniów. A że jest mniej oddziałów niż sal, można dzielić klasy. Np. dzieci uczą się języków obcych w grupach bardziej i mniej zaawansowanych. Przecież to wielka korzyść dla naszych dzieci.
Burmistrz patrzy na rubryki w budżecie. Ma dziurę w wydatkach na oświatę. Coś musi zrobić. Mają państwo na to pomysł?
- Pieniądze da się znaleźć, tylko potrzeba trochę czasu. Gdy zdecydowano o przenosinach gimnazjum, natychmiast zebrali się nauczyciele, dyrekcja i my, rodzice. Znalazłem szkołę niepubliczną, która chętnie urządziłaby u nas swoją filię. Zapłaciłaby za wynajem całego piętra. Skontaktowałem ją z burmistrzem.
I ta prywatna szkoła proponowała stawkę symboliczną, która niczego nie załatwia.
- Jeśli w ciągu trzech dni znalazłem jednego chętnego, to gdyby dzielnica dała nam więcej czasu i pomogła, na pewno znaleźlibyśmy korzystniejszą ofertę.
Nie mogliście wcześniej tym się zająć? Dlaczego ta mobilizacja, plan oszczędności, szukanie pieniędzy zaczyna się dopiero teraz?
- Mówi się, że mamy się przenieść, bo jest niż. Ale mamy trzy klasy pierwsze, czyli są chętni. O niżu w gimnazjach i w liceach słyszymy od dawna, wiemy, że jest wszędzie, ale nasza sytuacja nie wydawała nam się szczególna. Mamy tylko o jedną klasę mniej niż przed rokiem. Absolutnie nie mieliśmy świadomości, że nasza szkoła jest zagrożona.
Burmistrz zarzuca państwu, że jesteście przywiązani do budynku. Że przecież szkoły się nie likwiduje, macie się tylko przeprowadzić. Gimnazjum nr 71 zostanie. Zależy wam tylko na budynku?
- Owszem, jesteśmy przywiązani do tego miejsca, do tego budynku. Przecież w ciągu ostatnich kilku lat dzielnica inwestowała w szkołę. Wydała ok. 600 tys. zł. To dlaczego mamy się wyprowadzić? Przecież to pieniądze z naszych podatków. Szkoła jest położona obok parku, w pobliżu jest "orlik". Na ul. Zuga trzeba będzie dzieci dowozić. Jednak nie protestujemy na zasadzie "nie, bo nie". Rozumiemy, że zmiany są potrzebne, ale dlaczego nikt nie bierze pod uwagę naszej propozycji?
Jakiej?
- Takiej, żeby to liceum przenieść do nas. Licealiści to już prawie dorośli i dorośli ludzie. Łatwiej im będzie dojechać.
Zaraz będzie protest licealistów. Usłyszymy, że nie chcą się przenosić, że w ich szkołę też zainwestowano kilkaset tysięcy złotych.
- Niech zwycięży rozsądek. W naszej szkole są dwa wejścia, bezkolizyjnie mogą więc działać dwie szkoły. W pracowniach chemicznych mamy instalację gazową, a to się prawie nie zdarza. Nasz budynek nie jest zabytkiem, jak liceum, którego remonty są droższe, bo czuwa nad wszystkim konserwator. W naszej szkole mamy 23 pełnowymiarowe sale, w liceum jest ich 14. Czy to nie są argumenty, których warto wysłuchać, zastanowić się nad nimi wspólnie?
Udostępnij link: Facebook
Najnowsze wiadomości
-
Zobacz 10 największych hitów Nocy Muzeów
-
Olbrzymi outlet na Białołęce. Wmurowano kamień węgielny
-
IPN pokaże akta inwigilowanych piłkarzy. Obejrzycie?
-
Okradł ją na randce. Wpadł. Grozi mu do 5 lat więzienia
-
Wypadek na wiadukcie w centrum. Jedna osoba w szpitalu
-
Tramwaj z pianinem w środku ruszył na tory [ZDJĘCIA]
-
Narodowy bez nagrody. Przegrał z gdańskim stadionem
-
Spór o konkurs. Co z lokalem dla "Krytyki Politycznej"?
-
Zobacz jak drążą tunele dla II linii metra
-
Pisklaki rzadkich ptaków biegają po Wisłostradzie
